o mnie

Nietoperze (i) wywłoki

No więc sprawa się ma tak: są dziewczyny pasztety i są dziewczyny ładne.
Nic odkrywczego.
Jeszcze. Do wniosków dużo czasu.
Patrzę sobie na moją (rzekłam, moją, bo się identyfikuję, nawet jeśli po mnie nie widać) subkulturę i zastanawia mnie jedno. Czemu w niej są same pasztety? (I ja.)
Zdecydowałam się przeprowadzić wnikliwe badania. Nic to, że powinnam robić zupełnie inne do licencjatu. Nic to! Problem dysproporcji trzeba zbadać. No bo jak to tak, pytania bez odpowiedzi.

Głównie pytanie: dlaczego, do cholery, jak idę na jakiś koncert, zjazd cokolwiek to widzę super facetów (długie włosy +15 do bycia zajebistym) i same brzydkie laski. No czemu. Co z nimi jest nie tak? Mówi się, że każdy jest piękny na swój sposób. No haha. Nie. Jest coś takiego jak obiektywna brzydota, jest coś takiego jak bycie turlającym się grubasem, jest coś takiego jak bycie zaniedbanym do bólu (a to co masz pod paznokciami to krew czy obiad? A może jedno i drugie?). I nie, nie jest się pięknym mimo wszystko, jeśli włoży się choćby minimum wysiłku żeby wyglądać. (Jakoś.)
Więc tak, mamy do czynienia z dziewczynami które są za grube/za chude* i wyglądają absurdalnie/groteskowo/źle*. To jak z tym gadaniem, że legginsy nie nadają się dla wszystkich. No nie nadają się, tak samo jak kabaretki, obcisłe topy i inne dziwne wytwory zaadaptowane przez subkultury metalową i gotycką. No, to te dziewczyny, zostawmy je, niech schudną/przytyją*.
Są dziewczyny obiektywnie brzydkie. Takie, którym za młodu coś wyrosło pod skórą, skolonizowało jakiś tam mięsień i teraz żyje w symbiozie z gospodarzem. Może nawet produkuje coś dzięki fotosyntezie, nie wiadomo!
Albo się nos złamał i ktoś źle nastawił. Albo i nie nastawił wcale. Albo siedziało dziecko pokurczone 20 godzin dziennie przy komputerze i jest teraz... o, to ja. Ale po mnie nie widać, a po niektórych i owszem.
Są dziewczyny, które byłyby ładne, ale są nieuczesane/nieumyte/nie-*. One byłyby ładne, ale ponieważ nie są, to są brzydkie. (żelazna logika!)
Ostatnia grupa. Grupa, w której znalazłam odpowiedź. O eureko.
Grupa dziewczyn, które... nooo, właśnie. Suma części składowych. Tak to nazwę. Mała dygresja: czego używamy żeby upiększać ludzi? Makijaż - najlepiej zmyślny i taki, co się go robi godzinę. Włosy - najlepiej pofarbowane na dziwny kolor, przystrzyżone w dziwny sposób (im dziwniej tym lepiej). Paznokcie - malujemy na czarno albo jakoś inaczej**, robimy je długie, jak nie mamy własnych, to przecież można kupić. Kolczyki - w uchu, brzuchu, dupie i na stopie, czyli generalnie można wszędzie, byle nie przesadzić. Ubrania - czarne, przezroczyste, w sumie im większy chaos i im bardziej poobdzierane i postrzępione, tym lepiej, w końcu jestę nietoperzę. Mamy buty - ciężkie buciory na jeszcze cięższym koturnie. Mamy paski - na rękawiczkach, podkolanówkach, włosach nawet. Wszystkie dziwne elementy wczepiane we włosy. Biżuteria - sztuczna (bo na prawdziwą nie stać), bransoletki, pierścionki, kolczyki, pierścionki, łańcuszki, kolie, pierścionki, spinki, pierścionki. I jeszcze więcej rzeczy, których teraz nie pamiętam.
SUPER.
Wymieniłam to (uff). No to teraz wracam do grupy nazwanej roboczo Suma części składowych. Teraz bierzemy dziewczynę. Może wyglądać przeciętnie albo ładnie. Aplikujemy jej (z godnym podziwu uporem) WSZYSTKO wymienione powyżej. Możemy dołożyć jeszcze jakąś torebeczkę w kształcie trumny. Wychodzi nam dziwne coś, do czego strach podejść - wyższe toto niż człowiek (ach, te buty), w kolorach innych niż człowiek (ach, to wszystko), rzucające naokoło spojrzenia "zjem twoją matkę" (tak naprawdę "jestem taka seksowna", ale spod tej tony mejkapu, kolczyków, woalek, pomalowanych zębów i niewiadomoczego ciężko się domyślić). Serio, bym się bała podejść, gdyby nie to, że zwykle mam wyjebane.
I nie, naprawdę nie mam nic przeciwko kolorowym włosom, tatuażom, dziwnym fryzurom, butom i rękawiczkom etc. Ale, na miły bób, z umiarem! A tak, że te laski wyglądają jakby ubrały cały swój dobytek na siebie i ruszyły w siną dal. Tym bardziej, ze pod tymi warstwami wszystkiego serio wyglądają ładnie.
Jak mam wybierać między kontrowersyjnie a ładnie, to jednak wolałabym ładnie. Ot.

Tyle boskich słów, nie zabijcie się przez weekend.

-
*niepotrzebne skreślić
**w tym miejscu wena mnie opuściła, znam tylko dwa kolory: czarny i "jakoś inaczej".


Popełniła Bu! na spółkę z Faustem.
26 marca 2014, 20:10 /// Ścipaj w dupsko (0)

RINGA LINGA

Spnij dupsko, trzeba coś napisać!
Nie żeby ktoś mi kazał, ale tak jakoś, czuję wewnętrzny przymus sumowania swojego życia gdzieś. Może być tutaj.
Sumowania życia! To tak dumnie i wzniośle zabrzmiało.
Jak?
Jakbyś pisała list pożegnalny.

Nie, nie do końca. (JESZCZE NIE) Zachciało mi się (po raz 1569) zmieniać moje życie, teraz zaczynam od półki z kosmetykami.
I od bycia monotematyczną na temat zmieniania życia. 1568 raz :)
I od tego, żeby się nie oglądać na moich znajomych, którzy może są mili, ale zupełnie nieprzydatni. (W takim razie po co w ogóle są?)

Patrzę na te wszystkie modowe blogi taka strata czasu i jedyna konkluzja (oprócz wieloznacznego "omg, moda, lol") jaka do mnie przychodzi (cip cip, konkluzjo) brzmi następująco - chcę maszynę do szycja ;_;
Aż literówka z tego wszystkiego.
Tak mi spieszno do maszyny.
Na serio, to to jest wszystko fajne ("super notka ;) ;**" oraz odpowiedź "Dzięki skarbie :)) :* :*"). Znajdują akceptację i takie tam. A potrzeba przynależności jest w piramidzie Maslowa na trzecim miejscu od dołu, więc ważna! Nauka do poprawki nie idzie w las widzę. Mogą się pochwalić, co mają i jak wyglądają, ciekawe czy cierpią na syndrom Paszczura - patrzysz na zdjęcie i myślisz, jezu jak paskudnie wyszłam. Robisz 32 inne, jedno z nich wygląda tak, że stwierdzasz "no, ujdzie, bo rozmazane, może nikt nie zauważy", wrzucasz na fb i dostajesz 70 lajków...
I teraz pytanie, czy dlatego, że rozmazane?
Nie wiem, bo ja cierpię na syndrom Paszczura, ale rzadko kiedy wrzucam na fb coś normalnego.

Mam problem z relacjami. Nie umiem relacje, heh.
Może po prostu masz problem ze sobą, dlatego nie umiesz relacji międzyludzkich, zarabiania pieniędzy oraz paru innych rzeczy?
Takie tłumaczenie to pójście na łatwiznę :3
Jak nie ma nikogo z kim mogę porozmawiać, to wpadam w depresję, płaczę po kątach, chodzę po ścianach i różne inne rzeczy z geometrii. Jak z kolei zaspokoję potrzebę przynależności i akceptacji (znowu te notatki >_<) to nagle zrywam niemal wszystkie kontakty z błahego powodu. I najczęściej nie mówiąc, że sobie idę.
To się potem kończy okrzykami: a myślałem, że coś się stało! :O
Potem, czyli dokładnie wtedy, gdy kończy mi się wytrzymałość i zaczynam szukać ludzi.
Zmierzam do tego, że teraz też udaję w większości, że nie istnieję, co jest w miarę spoko (wreszcie święty spokój!) ale trochę boli, gdy patrzę na liczbę nieodczytanych wiadomości. Potem będę siedzieć dwa tygodnie zanim na wszystko odpiszę o_O
Póki co przeczesuję (adekwatne słowo) w poszukiwaniu kosmetyków regenerujących włosy (wracam do kolorowego gówna na głowie i muszę się przygotować :D), a jednocześnie staram się nie wydać wszystkich pieniędzy na koreańskie kosmetyki. Tam jest wszystko takie tanie i w takich ładnych opakowaniach, że mój koszyk jest teraz wart prawie $200 XD Trzeba będzie zrobić jakąś selekcję (i może pójdzie mi lepiej niż przy ostatnim książkowym giveaway, gdzie w końcu nie wybierałam, bo wzięłam wszystko jak leci :D)
Tak oto spłycliśmy poważne gadanie o relacjach to wydawania pieniędzy i kosmetyków. Znowu. Bu!, aplikuj do pudelka.
Cicho, jeszcze nic nie zamówiłam :|

Słuchu: RINGA LINGA bitches.
Czytu: Zjawiska paranormalne i seks. Ej, to książka z biblioteki uniwersyteckiej! :x
Widu: Jutro Primer :3


Popełniła Bu! na spółkę z Faustem.
03 marca 2014, 01:43 /// Ścipaj w dupsko (2)


The current mood of bu_ at www.imood.com

Wykonałam własnoręcznie. Więcej na Hidden Door. Ukłony i cześć należą się temu człowiekowi za genialne prace!